Pięciu strażników w czarnych mundurach prowadzi mnie prosto do Pałacu Prezydenckiego. Serce wali mi z taką siłą, że cała klatka piersiowa regularnie podskakuje. Boję się tego co zaraz będzie. Boję się kary, którą z pewnością dostanę.
Z każdą sekundą coraz bardziej zbliżamy sie się do miejsca, które jest ostatnie na liście rzeczy, które mam zamiar odwiedzać. Ściska mnie w gardle a ręce trzęsą się mimiwolnie. Idę na samym tyle ale i tak mam wrażenie, że wszystkie oczy są skierowane na mnie. Mijamy różne domki, parki i sklepy. Jeden ze strażników wystukuje kod na desktopie przymocowanym do bramy. Bramy, która prowadzi d Pałacu Prezydenckiego. To faktycznie pałac. Budynek sam w sobie jest duży i marmurowy wokół niego rozciągają się połacie trawy.
Ścieżką usypaną z kamyków idziemy do drzwi pałacu. Są stare ale pożądnie wyonane. Chyba machoniowe. Wchodzimy do środka i jeden ze strażników wypycha nie naprzód. Jestem tak zchwycony wystrojem tego pomiesczenia, że przystaję na chwilę. Wszystko jest w drewnie, marmurze i innych drogocennych materiałach. Złote żyrandole zwisaja z sufitu. Widzę kominek, w którym pali się ogień. Jego blask pada na marmurowe kafle. To zupełnie bez sensu bo nie jest ani zimno ani ciepło.
- Rusz się.- Wrzeszczy pogardliwie ten sam strażnik, który wypchnął mnie przed chwilą.
Bez słowa idę w kierunku, w którym mnie prowadzą. Ręka strażnika na moim ramieniu zaciska się z taką siłą, że cała drętwieje. Wolę się jednak nie odzywać i przemilczeć sprawę. Wchodzimy po schodach wyłożonych czerwoną wykładziną. Zdaje mi się, że się nie kończą a kiedy jesteśmy już na górze nie potrafię złapać oddechu. Strażnicy narzucają tempo, więc nie mogę spowolnić. Tym tempem w pół minuty dochodzimy do czerwonych drzwi.
- Tutaj - Odzywa się chrapliwie mężczyzna w podeszłym wieku. Dziwię się, że takich starców biorą do tej roboty.
- Ale, że co ? - Pytam ale głos mi się łamie ze strachu i pewnie nikt mnie nie słyszał.
- Co tu jest ? - Powtarzam pytanie tym razem stanowczo.
- Twoja kara - Mówi z pogardą ten sam mężczyzna, który pierwszy odezwał się kiedy mnie złapali. Uśmiecha się szyderczo i otwiera przede mną drzwi do pokoju. Wchodzę i od razu chcę wyjść. Za biurkiem siedzi prezydent. W życiu nie myślałem, że dojdzie do tego, że tutaj skończę.
- Usiądź wygodnie. - Mężczyzna zdaje się być uprzejmy ale wiem, że jest okrutny. Ręką wskazuje wytarty fotel. - A wy poczekajcie przed drzwiami. - zwraca się do strażników.
Delikatnie siadam na fotelu. Ręce opieram o drewniane oparcie ale to nic nie daje. Cały czas trzęsą się ze strachu.
- Już wcześniej podejrzewaliśmy, że ktoś ucieka z miasta. Nie wiedzieliśmy jednak kto, gdzie kiedy, jak . Jednym słowem nie mieliśmy dowodów aby to potwierdzić. Teraz mamy. - Uśmiecha się szeroko i wpatruje we mnie swoje wielkie szare oczy.
- Przepraszam. To się więcej nie powtórzy. - Wypowiadam to przez zaciśnięte gardło i nie wiele z tego wychodzi.
- Co do tego to nie mam wątpliwości. W tej części muru przez którą wyszedłeś zainstalujemy kamery. - Teraz przychodzi mi do głowy pytanie : Skąd wiedzieli, którą stroną muru uciekam ? To pytanie jest bez sensu. Już wcześniej były tam kamery ale nie mogli ujawnić nagrań. To by było naruszenie prywatności. Chcieli nie przyłapać na ty co robię. Czekali na właściwy moment. Tylko dlaczego akurat ten był właściwy ?
- Nie wielka strata. - Mój głos jest tym razem bardziej twardy. Nie mogę pokazać, że się boję.
- Za to co zrobiłeś grozi ci surowa kara. - Mówi to tak jakby mu na tym zależało.
- A mogę wiedzieć już jaka bo śpieszy mi się na szkolenie. - Odzywam się tak jakbym mówił do jakiegoś gówniarza a nie do najważniejszej osoby tutaj. Trochę przegiąłem.
- Otóż to drogi chłopcze.- Wysuwa krzesło, wstaje i przysiada na blacie biurka koło mnie. - Aby skończyć nauczanie należy poddać się testom profesji. Następnie kilkadziesiąt zawodników z jednego rocznika stacza walkę o zwycięstwo i tylko kilku z nich potrafi wygrać i wrócić do domu. Każdy rocznik jest przyporządkowany w inne miejsce. W tym roku nagniemy trochę zasady. Otóż każdy będzie mógł wybrać czy pojedzie na arenę ze swoim rocznikiem czy też będzie wolał zgłosić się na ochotnika do innego, wyższego rocznika. - Kończy wypowiedź oblizaniem warg.
- Ale po co ? - Pytam z lekką goryczą w głosie.
- Po to abyś ty - nachyla się i palec wskazujący wciska w moją klatkę piersiową - zgłosił się na wyższy rocznik . - Uśmiecha się pod nosem i odchyla ode mnie.
- Co ? Dlaczego ? A jeżeli się nie zgłoszę to co mi pan zrobi. Nie może mnie pan wyrzucić z miasta za to, że nie chcę jechać na arenę z wyższym rocznikiem. To absurd. - Po prostu wypluwam mu te słowa prosto w twarz.
- Wtedy ucierpią twoi bliscy , a tego chyba nie chcesz panie Esther ? - Unosi lewą brew.
- Stawia mi pan ultimatum ? Mam wybrać między sobą a przyjaciółmi ? - Pytam go.
- Owszem . Albo zginiesz ty albo oni. - Śmieje się pod nosem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz