niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 1. Początek.

Budzę się wcześnie rano. Leżę na górze łóżka piętrowego z lewej strony wielkiego pokoju. Takie pokoje są tu  trzy a w każdym po około piętnaście dwupiętrowych łóżek, czyli po trzydzieści dzieciaków w wieku od dziesięciu do osiemnastu lat. Dzieci poniżej dziesiątki śpią osobno. Pomieszczenie, w którym śpimy jest ogromne. Jest jeszcze wiele takich pomieszczeń jak na przykład jadalnia, kuchnia czy łazienka wszystko to mieści się wielkim Domu Szkoleń. Dom Szkoleń to budynek zbudowany na skraju naszego miasta, miasta Hebrews. Nazwa tego miasta i jego położenie pochodzą od Rendwick'a Baxwoll'a, założyciela miasta. Leży ono w miejscu, gdzie kiedyś był Nowy York .  Rendwick był Hebrajczykiem a kiedyś najwięcej ich żyło właśnie tu. Stąd właśnie nazwa "Hebrews". Nasze miasto jest prawdopodobnie jedynym na ziemi. Istnieją legendy, że w Ameryce Południowej powstało państwo Nineveh. Osobiście w to wątpię ale są tu tacy, którzy wierzą, że to prawda. Jak na jedyne miasto na ziemi, Hebrews nie jest duże. Zajmuje połowę Nowego Yorku a druga połowa jest zamieszkana przez wygnanych. Wygnani to ci, którzy popełnili zbrodnię lub naruszyli jakiekolwiek prawa. W naszym mieście oprócz Domu Szkoleń są jeszcze domy i wielkie apartamenty. Na wzgórzu, niedaleko Domu Szkoleń wznosi się jeden z tych apartamentów. W nim mieszkają najważniejsi ludzie czyli przede wszystkim prezydent naszego miasta, Timothy Parker. Nazwa Domu Szkolenia wzięła się od tego,że tam się szkolimy. Szkolenie to jedyny cel naszego życia. Codziennie mamy szkolenia aby w wieku, od piętnastu do osiemnastu lat wyjść na arenę, z której tylko nieliczni mogą powrócić.


***

Powoli odgarniam kołdrę i siadam nieprzytomnie na łóżku. Rozglądam się wokół. Wszyscy jeszcze śpią, więc mam szanse wymknąć się niezauważony . Prawie codziennie rano opuszczam Dom Szkoleń i idę tam gdzie nikogo nie spotkam, czyli poza mury miasta. Sprawia mi to wielką satysfakcję chociaż wiem, że mogę za to ponieść poważne konsekwencje. Jednak jak dotąd to nikt jeszcze się nie dowiedział. 
 Powoli opuszczam się z górnego poziomu łóżka aby nikogo nie obudzić. Staję na miękkim dywanie i otwieram szufladę z ubraniami . Po cichu wyciągam szary dres, biały podkoszulek i czarne trampki. Szybko ściągam przepoconą piżamę i zastępuję ją nowymi ubraniami. Kieruję się do dość dużych drewnianych drzwi na środku sali. Udaje mi przejść nikogo nie budząc i po cichu wymknąć z sali. Idę wzdłuż korytarza i zatrzymuję się dopiero przy kuchni. Wchodzę do środa i nikogo nie widzę . Nie ma jeszcze kucharek, więc musi być bardzo wcześnie. Spoglądam na zegarek od piekarnika i widzę, że jest 5:30. Mam godzinę, ponieważ o 6:30 jest zbiórka przed salą treningową. Powoli otwieram lodówkę i badam wzrokiem jej zawartość. Przed sobą mam pełno jedzenia. Najchętniej załadowałbym kieszenie na maksa ale na pewno ktoś potem zauważy zniknięcie tylu produktów. Po chwili biorę do ręki ser. Tak, mogę go wziąć. Nikt nie będzie mnie karał za kawałek sera. Zamykam lodówkę i otwieram chlebak. Wyciągam dwie bułki i pakuję wszystko do foli. Folię wraz z zawartością chowam do kieszeni. Teraz kieruję się do wyjścia. Po cichu otwieram wielkie drzwi od głównego wejścia i delikatnie zbiegam po schodkach. Przechodzę dziesięć metrów ścieżką usypaną z kamyczków i przeskakuję przez ogrodzenie. Jestem już poza terenem Domu Szkoleń. Stąd blisko jest do murów miasta. Przez cały czas idę wąskim chodnikiem. Po chwili jestem już przy murach. Podchodzę blisko i od razu zaczynam się wspinać Idzie mi to sprawnie i szybko. Mija pół minuty i już jestem na górze. Zaradnie omijam drut kolczasty i zabieram się do schodzenia. Kiedy jestem w połowie drogi, zeskakuję wprost na beton. Jestem teraz na ulicy a wokół mnie rozciąga się pasmo sklepów, domów, parków i innych rzeczy. Czuję się wolny. Wolny od tego całego Hebrews. Najchętniej uciekłbym stamtąd i nie wrócił jednak nie wiem czy byłoby to możliwe. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz